O celu i targecie.

Bo to są dwa różne słowa, choć część z was, wychowana na grach komputerowych i przyzwyczajona do codziennego mieszania polskiego i angielskiego, może je ze sobą mylić. Moim celem jest przekazanie paru prawd życiowych, a targetem ludzie myślący. Tutaj połowa odpada, niestety. Zapraszam dalej, tam dalsza selekcja.

To już któreś z kolei podejście do przeklętego wynalazku XX wieku, jakim jest blog, ale tym razem założenie jest trochę inne – ten blog ma mieć przesłanie. Głównym tematem będzie szerzenie szeroko pojętej kultury wśród chamstwa i prostactwa, jakie nas otacza. Codziennie na świat przychodzą większe czy mniejsze gnioty popkultury, wśród których można natrafić na coś wartego poświęcenia kilku minut, ale jest to jak znalezienie perły w gównie – chcąc nie chcąc trzeba się uwalić i przejść przez setki minut średniawy, a często i gorzej. Będę tak dobry, że oszczędzę wam tego – przez ostrą selekcję wybiorę rzeczy, które naprawdę warto zobaczyć/przesłuchać/poczytać. To zaszczytne wyjątki od reguły, filmy, książki bądź płyty, do których można powrócić jesiennego wieczoru, gdy pogoda jest tak chujowa, że nawet na piwo wyjść się nie chce.

Czytelniku – jeśli kręci cię Doda, zrywałeś boki ze śmiechu na Dniu Świra, lubisz oglądać Na Wspólnej, a filmem roku 2006 wg Ciebie był Scary Movie 4 – spierdalaj, nie znajdziesz tu nic dla siebie. I w sumie to czułbym się obrażony, gdybyś kierował się moim zdaniem, więc spierdalaj tym bardziej.

Kilka zasad na początek. Tytuły filmów będą w oryginale, bo, raz, zniechęci to debili, którzy chcą poczuć się fajnie, bo nie znaleźli się w grupie wymienionej powyżej, a filmy oglądają tylko z lektorem, bo tak łatwiej, a dwa – często polskie tłumaczenie pozostawia wiele do życzenia.

Dalej – nie będzie ocen, mordek, świnek i chuj wie czego jeszcze, tylko sama opinia, która rozumnej istocie da więcej, niż 7 i 3/4 gwiazdki w systemie paranormalnym, którym kierują się debile w wyborze filmu.

Kolejna rzecz – nie każdy musi się zgadzać z tym co piszę, więc zróbcie mi przyjemność – jak uznacie, że wiecie lepiej, że pierdolę od rzeczy, to ok – puśćcie sobie płytę Rubika, napełnijcie wannę ciepłą wodą i podetnijcie żyły, bo lepiej nie wiecie, a tylko wam się wydaje. I nie, to nie jest zachęta do odebrania sobie życia, tylko zakręcona metafora, by wstać od kompa, pobiegać trochę, a później zacząć myśleć i nie połykać wszystkiego, co kinematografia nam sprzedaje. Bo przecież nie jemy gówna tylko dlatego, że miliony much je żrą?

Zachęcam do komentowania, najlepiej tutaj, ostatecznie na maila, chętnie poznam opinie innych. Tylko żadnych ofert matrymonialnych, chyba, że jesteś fajną laską z nie-za-długim stażem na tym świecie, wtedy zdjęcie i zobaczymy co da się zrobić.

No to jazda.

~ - autor: belhaven w dniu grudzień 1, 2007.

Dodaj komentarz