Ostatni sprawiedliwy. 3:10 to Yuma.
Pomyślcie, kiedy ostatnio widzieliście jakiś western? Dawno? Pewnie, że dawno, bo, nie wiedzieć czemu, westernów już nie kręcą. No, jednym z powodów jest pewnie to, że stereotyp faceta, którego czuć było potem, koniem i piwskiem odchodzi do lamusa, teraz mamy czasy faceta z wydepilowanymi pachami, spryskanego Lacostą i włosami na żelu. A “3:10 to Yuma” w reżyserii Mangolda pozwala zapomnieć, w jakich czasach żyjemy i poczuć zapach prochu. Fabuła jest trochę naiwna, widać, że film kręcony jest w XXI wieku, ale to nie o to chodzi! Historia zaczyna się banalnie – biedny farmer pojawia się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, potrzebuje pieniędzy…i nie, akcja nie rozwija się tak, jak by mogło się wydawać po przeczytaniu tych słów. Mamy do czynienia – mowa oczywiście o 2 głównych bohaterach – z facetami z zasadami. I, choć jeden jest bandytą, a drugi kulawym farmerem, mają wiele wspólnego. W głównych rolach mamy dobrego (ale nie powalającego) Russela Crowe i Christana Bale’a, innego niż w Equilibrium (Bogu dzięki!). Warto też zwrócić uwagę na rolę Bena Fostera, grającego przydupasa głównego schwarz-charaktera – tak zapewne wyglądali kowboje kochający inaczej, zresztą, jest to w filmie zasugerowane.
Film dla facetów, nie mam tu wątpliwości – kobiety się wynudzą jak cholera; część panów pewnie też – ale dla miłośników męskiego kina pozycja obowiązkowa. Szanujący się samiec powinien sobie przypomnieć, jak należy wyglądać.
~ - autor: belhaven w dniu grudzień 8, 2007.
Napisane w filmy, movies, ogólne, recenzje, reviews
Tagi: 3.10 do yumy, 3:10 to yuma, bartjach, film, ostatni, recenzja, sprawiedliwy

Dodaj komentarz