Telewizja uczy. Good night and good luck.
O edukacyjnej roli telewizji można dużo pisać, ale mało miejsca poświęca jej się właśnie w tym medium, jakim jest sama telewizja. Wśród całego shitu, jaki mamy w codziennej ramówce, miło czasem dostrzec coś krytycznego. Ostatnio spotkałem 2 takie produkcje – pierwszą właśnie obsmarowuje, o drugiej będzie w innym odcinku. “Good night and good luck” to czarno-biała opowieść umiejscowiona w latach ‘50 ubiegłego wieku w Stanach, w latach, w których znaczna [a na pewno znaczniejsza] część amerykańskiego społeczeństwa lewicowała i sprzyjała komunistom. Nieuważny widz mógłby pomyśleć, że celem filmu jest, w jakimś stopniu oczywiście, rehabilitacja komuny. Jednak nie o to chodzi – chodzi o wolność mediów, o manipulację, z jaką spotykamy się również dzisiaj, chyba nawet w większym stopniu. Rzygać mi się chciało, gdy oglądałem wojnę między TVP a TVNem, w której niby TVN miał rację, bo kaczki media w upaństwowiły [choć nie w większym stopniu niż były, co trzeba dodać], ale przedstawiał [TVN] to tak ohydnie, tak prostacko i jednostronnie, że jako “wolna”, niezależna, prywatna stacja totalnie się nie sprawdziła. Jeszcze niższy poziom mógł mieć tylko Lis i jego “Polska, głupcze”, choć nie sądzę, by w kolejnej publikacji wspiął się na wyżyny profesjonalnego dziennikarstwa. To taka mała dygresja, bo ile razy słyszę, że Lis napisał zajebistą książkę, tyle razy mam ochotę “zakurwić z laczka”, jak śpiewał Wieszcz. Kurwa, ludzie, myślcie sami, a nie słuchajcie tego, co Wam Lis powie.
Wracając do filmu, bo aż się uniosłem. Stacja telewizyjna staje po stronie komuny, co ani mądre, ani choć uczciwe nie jest, bo wiadomo, że komuch to pedał, bezbożnik, dewiant lub łajza, ale staje przede wszystkim po stronie normalnych ludzi, którzy w skrajnie antykomunistycznym państwie, jak się powszechnie wydaje, jakim są USA, są prześladowani za, o ironio, wolność wypowiedzi, wolność poglądów. I choć główna postać robi program, w którym stawia się za komunistami, czy może bardziej za ludźmi, którzy mają odwagę podjąć z komunistami dyskusję, sam nie popiera tego nurtu, widać to w jego stosunku do pewnego małżeństwa.
Spodziewałem się filmu w stylu “Good night and good night”, czyli nudnego, przeciętnego filmu, bo czego można spodziewać się po Clooney’u w roli reżysera, ale miło się rozczarowałem. Warto film zobaczyć, nawet jeśli myślą za nas “liberalne”, “wolne” media pokroju TVN. Wtedy choć liźniemy trochę historii Stanów, a nie wiadomo, czy nam się to kiedyś nie przyda.

Dodaj komentarz